Skocz do treści

Polonia Vorarlberg

Stowarzyszenie Polaków w Vorarlbergu

Verein der Polen in Vorarlberg

Jadą sanie, jadą

Jadą sanie, jadą

Po raz kolejny wypada mi zacząć od podziękowania Andrzejowi Jasińskiemu za pomysł kuligu, doprowadzenie do jego realizacji i za wkład pracy w to żeby pomysł doszedł do skutku i żeby się udało. Było to już jego kolejne przedsięwzięcie i kolejne perfekcyjnie przygotowane. Co również warte podkreślenia Andrzej jest szeregowym członkiem Polonii, a nie członkiem Zarządu i sam zgłosił się do tej pracy.

Teraz Andrzej zaproponował cały dzień na śniegu. Częścią pierwszą nieoficjalną było wejście do schroniska „Neuhornbachhaus”(1700m.npm.). Na tę formułę zdecydowało się około 40 osób. Ci którzy nie mogli iść, a szczególnie dzieci wjechali na górę ratrakiem i to już było nie lada atrakcją. Pozostali mieli przed sobą 2 godzinne podejście. Pogoda był wymarzona, widoki cudowne, towarzystwo doborowe, więc małymi grupkami, ale wszyscy dotarli na miejsce. Tu w cieple słońca patrząc na panoramę gór dorośli raczyli się ciepłymi i rozgrzewającymi trunkami, kto chciał mógł upiec coś ciepłego na ognisku. Dzieci szalały na sankach i lepiły bałwany. Powrót to był zjazd 6,5 kilometrową trasą saneczkową. Dopóki nie zaliczy się takiego zjazdu, trudno sobie w ogóle wyobrazić jakie to przeżycie. Jazda jest niesamowita i polecam każdemu, kto jeszcze nie próbował.

O 15:00 rozpoczęliśmy już oficjalny kulig. W samym przejeździe zaprzęgiem konnym uczestniczyło 97 osób. Jeździły 4 „powozy” co dało w sumie 10 kursów. Wszyscy wracali z przejażdżki w doskonałych humorach. Na miejscu biwakowym cały czas płonęło duże ognisko. Każdy mógł się ogrzać i upiec jedzonko. Było też piwko i grzaniec. Cała dużo ponad stuosobowa grupa dobrze się bawiła do zapadnięcia całkowitych ciemności. Mieliśmy nawet liczną grupę gości z Zurychu. Jak się okazuje odległość nie jest przeszkodą jeśli jest ochota na spotkanie i dobrą zabawę z rodakami.

Wszyscy z ochotą zapewniali o swoim udziale za rok.